Miasto, które lubi robić wrażenie

Poznań, listopad 2013
Poznań, listopad 2013 gg
Pozornie listopad nie jest najlepszym czasem na zwiedzanie. Zaryzykowałem, bo ten surowy okres roku odkrywa wiele niedoskonałości nawet najlepiej ubranego miasta.

Mój mąż jest typowym poznaniakiem. Wszystko ma poukładane, jest do znudzenia pragmatyczny. Wizytę w Poznaniu rozpoczynam od rozmowy z sympatyczną, młodą łodzianką mieszkającą od dnia ślubu w Poznaniu. To co powiedziała mi w kilkugodzinnej rozmowie sparafrazowałbym tak: Idealne miejsce do życia. Tak idealne, że ktoś z Łodzi może się tą idealnością udusić. Choć sama przyznała, że w Poznaniu rynek pracy ma się dobrze, to jednak na rozmowę kwalifikacyjną pojechała do Łodzi.

To co przyciąga w stolicy Wielkopolski, to bez wątpienia liczba i poziom uczelni wyższych. Tutejszy uniwersytet jest jednym z największych pracodawców. Tych jednak nie brakuje, co widać choćby po firmach wchodzących w skład tzw.Konsorcjum Marki Poznań. Na stronie innowacyjnego projektu czytam opis: "platforma trwałej współpracy marketingowej pomiędzy Miastem, a podmiotami działającymi na jego terenie". Mówiąc krótko, miasto wykorzystuje efekt oddziaływania marek. Każdy, kto dowie się, że Allegro, Apart, Solaris czy Komputronik pochodzą z Poznania, zastanowi się, dlaczego właśnie stąd. Pracę dają tu też potężne zagraniczne koncerny, jak Samsung czy jedna z największych firm farmaceutycznych na świecie GlaxoSmithKline.


Ulice Poznania wydają się bogatsze niż ulice innych miast. Czysto tu, ładnie i nowocześnie. Nie brakuje parków. W oczy rzucają się liczne remonty dróg i place budowy. Spore korki. Co chwila napotykam na coś niemieckiego, niemiecko brzmiącego lub wyglądającego. Z drugiej strony ciężko znaleźć w Polsce miasto bardziej polskie niż Poznań. Prawdziwa europejska stolica, której wielowiekowa historia wpływała na losy Europy. Dziś jest ważnym punktem na jej gospodarczej mapie. Wielką aglomerację, którą miasto tworzy z sąsiednimi gminami, zamieszkuje niemal milion ludzi.

Z Poznania zapamiętam spotkanie z nominowaną do muzycznych Fryderyków Dagą Gregorowicz z zespołu Dagadana (dwa razy nominowani, raz zwyciężyli) oraz Wojtkiem Manią z Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej. On początkowo wycofany, opanowany, poważny, a po chwili ujmująco serdeczny człowiek. Ona od pierwszej chwili łamiąca stereotyp tutejszego mieszkańca - bezpośrednia, zabawna, otwarta i zakochana w ludziach, spotkaniach, miejscach. On przyjechał na to spotkanie - mimo nieprzeciętnego mrozu - rowerem. Teraz, w okresie remontów tylko tak można szybko przemieszczać się po mieście -mówi. Ona opowiada o tym, że kultura w Poznaniu lubi kreować siebie, wymyślać siebie poza instytucją. Wynajduje opuszczone hale produkcyjne, klubokawiarnie, które tutejsza bohema zamienia w "scenę". Co ciekawe, o swoim mieście mówili "niewielkie". Lubimy Poznań za to, że nie jest wielki i bezosobowy. Z drugiej strony jest na tyle duży, by korzystać ze wszystkich zalet: kin, teatrów, wydarzeń... kultury.

Najważniejszym spotkaniem była rozmowa z prezydentem Poznania - Ryszardem Grobelnym. Zapamiętam go jako konkretnego, zdecydowanego faceta. Profesjonalistę. Miłego człowieka, któremu po południu sekretarka przynosi w kubku rosół zamiast kawy. Dyskutowaliśmy o przyszłości i potencjalnych wyzwaniach miasta "know-how". (nasza rozmowa w kolejnym wpisie na blogu).

W centralnym punkcie Poznania znajduje się świątynia. Wypełniona wartymi miliony dziełami sztuki oraz ludźmi. Nie tylko w niedzielę. Uznany za jedną z najpiękniejszych galerii handlowych świata Stary Browar (zdjęcie powyżej) wydaje się... ważny. Piękny, duży, ważny. Tutaj pracowitość poznanian zamienia się w materię.

Na zdjęciu powyżej wnętrza Centrum Kultury Zamek - miejsce prawdziwie intrygujące. Zamczysko wybudowane dla ostatniego cesarza Niemiec, później siedziba Hitlera. Skupia dziś teatr, muzeum, galerie. Zostawiam je na koniec dwudniowego pobytu, bo spodziewam się typowej, muzealnej nudy. Jestem miło zaskoczony. Szczerze polecam.

Krótko o jedzeniu. Jeśli marzycie o własnej knajpie, to Poznań może się okazać inspirujący. Dużo tu niebanalnych miejsc. Zjadłem wielkiego miejskiego hamburgera w Świętej Krowie i typowe lokalne pyry z gzikiem w Pyra bar. Sami się przekonajcie, co to takiego. Są niezłe.

Kiedyś było tu czyściej – mówi odwożący mnie na dworzec taksówkarz. W Poznaniu nie dzieje się dobrze. Miasto jest źle skomunikowane, dłużą się inwestycje drogowe w centrum, nie działa inteligentny system zarządzania ruchem. Odpowiadam, że z problemem transportu publicznego i infrastruktury boryka się niemal każde duże polskie miasto, a Poznań to bogaty rynek pracy, świetne uczelnie, czystość, nowoczesność, najnowszy tabor autobusowy, wkrótce również tańsze o 10% bilety komunikacji miejskiej. To nie chodzi o to, że tak jest wszędzie. To po prostu nie po poznańsku, żeby remont i taki bałagan trwał tak długo! – odpowiada. Nie podoba mi się nowy dworzec, bo jest brzydki. Studenci? Zgodzę się. To jest dobre, ale martwię się, że Poznaniem zaczynają rządzić niepoznaniacy. Jestem za wprowadzeniem prawa, które tego zakazuje! Gdy w pewnym momencie sympatycznej i ciekawej rozmowy mówię, że to już niemal nacjonalizm, on odpowiada: Może i tak, ale innym ciężko zaufać.

Po dwóch dniach w Poznaniu mam wrażenie, że spotykam wyłącznie ludzi dumnych z tego, skąd pochodzą. Wszyscy są przeświadczeni, że to co poznańskie jest mądre i przemyślane. Faktycznie Poznań to miasto, które robi dobre pierwsze wrażenie. A jak się w nim mieszka na co dzień?

Grzegorz Grzybek
Trwa ładowanie komentarzy...